Moja historia

fb_img_1473105190730„Co mnie nie zabije – to mnie wzmocni” – ten cytat oddaje wszystko to co dzieje się w moim życiu od kliku lat. O wirusie dowiedziałam się przypadkowo – podczas rutynowej wizyty lekarskiej, na której zlecono mi zbadanie enzymów wątrobowych. Wynik powalił lekarza jak i mnie. Po wykonaniu szeregu badań po miesiącu postawiono diagnozę. Wirus typu C. Do dziś pamiętam ten dzień. Siedziałam z wynikiem w ręce – googlując i ogarniało mnie coraz większe przerażenie. Ja? Skąd? Kiedy?!? Dlaczego ?!?

Od tego dnia moje życie jest nieustannym myśleniem o współlokatorze, który podstępem zagnieździł się tam ponad 20 lat temu. I siedział cicho dając o sobie nieznacznie znać, aż uderzył z siłą, która powoli zaczęła mnie miażdżyć.

To co przeżywałam od dnia otrzymania wyniku znacząco wpłynęło na moje życie. Jednym z wymiarów życia z wirusem HCV jest fakt, iż zakażenie to niesie za sobą widmo śmierci. Samo oczekiwanie na wynik jest trudnym doświadczeniem. W sytuacji wyniku pozytywnego osoby doświadczają prawdziwej rozpaczy i szoku. Reakcje na wynik dodatni są bardzo zróżnicowane i w większości przypadków negatywne: załamanie, panika, negowanie informacji, poczucie osamotnienia, często agresja i złość.

Ja przeżyłam szok. Siedzę w samochodzie i trzymam kartkę z wyrokiem w ręku. HCV. Co teraz jest ważne? Cały mój świat i wszystkie wartości życia stanęły na głowie. Wszystko stanęło nagle pod znakiem zapytania a moje życie podzieliło się na dwie części. Życie przed i po diagnozie. Jak grom z jasnego nieba jednym powalającym ciosem. Taki cios przenosi na drugą stronę życia. Nagle świat, w którym się żyje, staje się daleki i obcy.

W niedługim czasie po pierwszej reakcji pojawiają się emocje – rozpacz, żal, smutek, strach, lęk, a także depresja. Wraz z pozytywnym wynikiem i wieścią o zakażeniu doświadcza się poczucia utraty dotychczasowego ładu, oraz lęku przed nową, nieznaną dotąd sytuacją – sytuacją choroby.

Kolejny etap to poszukiwania informacji na temat choroby. Dla mnie najważniejszym problemem były kwestie związane z najbliższymi – co oznacza moja choroba dla mojej rodziny? Czy moja rodzina musi mnie stracić? Jakie stanowię dla niej zagrożenie? No i przede wszystkim jakie są zagrożenia związane z zarażeniem?  Te myśli przyprawiały mnie o utratę zmysłów. Jak powinnam się w tej sytuacji wobec rodziny zachować i jak mogę ją przed sobą chronić?

Natychmiast zarządziłam przeprowadzenie testów u wszystkich domowników. Ujemny wynik był przyczyną głębokiej ulgi i poczucia szczęścia. Jak szczęśliwym można być w głębokim nieszczęściu.
Jednak u wielu osób zakażonych HCV pojawia się rosnące poczucie osamotnienia i obcości wśród bliskich, którzy pozostają zdrowi. Zaczynają się poszukiwania informacji na temat wirusa a każda z nich jest swoistym oswajaniem się z nim. U mnie po chwili pojawiły się kolejne stresory – wyzwania – czyli poinformowanie rodziny, oraz otoczenia.
Automatycznie podzieliłam świat na HCV i nie-HCV. Na mnie i resztę świata, podczas gdy kiedyś było się jego częścią. I tu pojawiło się u mnie pytanie, jak daleko i w jak szerokim kręgu mogę odsłonić swój problem przed otoczeniem? Jakie może mieć to skutki? Jak dalece powinnam chronić siebie przed reakcją mojego środowiska zarówno prywatnego, jak i zawodowego? Kogo wtajemniczyć? Komu powiedzieć, kiedy milczeć? A może jestem wręcz prawnie do tego zobowiązana?

Dla większości ludzi nie ma łatwych rozwiązań ani lekarstw. Nawet, jeśli można uzyskać najlepszą pomoc profesjonalną, to dla wielu osób okazuje się to niewystarczające aby radzić sobie samodzielnie z trudnościami. Dla wielu osób sytuacja zakażenia HCV jest sytuacją osamotnienia, poczucia odrębności i alienacji od bliskich, którzy są zdrowi. W takich sytuacjach najczęściej odnajdują pomoc w grupach wsparcia dla osób zakażonych HCV. Dopiero wewnątrz takiej grupy dzielą się wspólnymi sprawami, troskami, informacjami, które dostarczają im istotnej pomocy w zdrowieniu. Zyskują zrozumienie od ludzi, którzy mają podobne doświadczenia.

Świadomość tego, że inna osoba rozumie moje uczucia, bo sama przeszła to samo przyniosła mi poczucie ulgi. Wkroczenie w bezpieczne środowisko takiej grupy to jak powrót do domu dla tych, którzy byli zbyt długo wyizolowani z powodu swoich trudnych doświadczeń. Ja taką grupę znalazłam.
Dziś chciałabym pomóc innym.

 

Polecamy Ci także:

4 komentarze

  1. Trzymaj się dzielnie dziewczyno! Zwalczanie siedzącego w Tobie lokatora pewnie będzie wyczerpująca i być może długa drogą, ale wytoczyłaś działa na swoją linię obrony i to teraz niech Twój wróg trzęsie portami. Jak w każdej walce Możesz mieć przegrane potyczki, ale to konieczne koszty aby wygrać wojnę. Ten blog to świetna rzecz. Pozwala nam zrozumieć z czym się zmagasz, ale przede wszystkim będzie stanowić ogromne wsparcie dla ludzi, którzy poszukują pomocnych informacji do walki ze swoją chorobą. Może też być zachęta dla osób zmagajacych się z innymi demonami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *